~Punkt widzenia Natsu~
Wiem, że to dziwne, ale taka jest prawda. Gdy tylko zobaczyłem jej uśmiech moje serce zaczęło przy niej bić dwa razy mocniej. I z każdym dniem czułem, że to uczucie rośnie. Nie wiedziałem co robić. Więc, gdy Kuro wyjechała na misję porozmawiałem z Gildarts'em.
~Retrospekcja~
-Gildarts możemy pogadać?- pytam rudowłosego.
-Jasne młody- uśmiecha się do mnie i klepie miejsce obok siebie.- To o czym chcesz gadać?
-Bo wiesz... Ja się chyba.... zakochałem- mówię nieśmiało.
-Ooooo! To, która to?! Mira? Cana? Levy? A może Erza?- wymienia szybko imiona.
-Nie, Kuro- odpowiadam.
Rudzielec krztusi się piwem.
-Co?! Nie no! Żartujesz, prawda?! Człowieku ona chciała cię zabić! Gorzej trafić nie mogłeś!- śmieje się głośno.
-No wiesz! Zamiast się ze mnie nabijać byś mi pomógł!
-No nie obrażaj się! Powiem ci szczerze. Kuro jest bardzo zamknięta w sobie. Mimo, że się uśmiecha to nie do końca jest szczęśliwa. Tylko taką udaje. Może się mylę, ale nie wiem czy on kiedyś nauczy się okazywać jakieś szczere uczucia. Możesz spróbować,chociaż wątpię żeby ona żywiła takie same uczucia do ciebie, młody- jego mina pokazuje, że jest śmiertelnie poważny.
-Nie wiesz tego. Ale powiem Ci, że jeden raz naprawdę się uśmiechnęła. I za ten uśmiech jestem wstanie oddać życie- mówię i odchodzę od Gildarts'a.
~Koniec retrospekcji~
Patrzę na jej twarz. Jest sparaliżowana.
-Kuro ja... Nie mogłem tak dłużej... Naprawdę nie udaję...- jąkam się.
-Natsu musiałeś się pomylić. Ja... Nie zasługuję... To nie możliwe- wszystkiemu zaprzecza.
-To prawda. Pamiętasz jak się uśmiechnęłaś? Jak byłaś pijana? To był twój pierwszy szczery uśmiech w gildii. I za ten uśmiech cię pokochałem. Nic nie mogę poradzić. Naprawdę Kuro. Ja... Kocham Cię- czuję jak ciężar spada mi z serca. W końcu to powiedziałem.
-Ty... Nie wiesz co mówisz Natsu. Ty kochasz Lucy. Na 100%!
-Mówiłem ci, że ciebie też kocham. Nigdy wcześniej tak się nie czułem.
Dziewczyna szybko podnosi się z ławki.
-Natsu! Nie rozumiesz?! TY NIE MOŻESZ MNIE KOCHAĆ! Nikt nie może!- krzyczy i ucieka.
-Kuro!- wołam i biegnę za nią.
Wybiegam z tego gąszczu, ale nigdzie jej nie widzę. Wbiegam do domu.
-Czy jest tutaj Kuro?- pytam zdyszany.
-Nie. Przecież była z tobą- odpowiada Raven.
-Właśnie BYŁA. Ale uciekła- mówię.
-Jak to uciekła?- nie wiem co odpowiedzieć Lucy.
-Normalnie.
-Coś ty jej powiedział?!- chłopak przyciska mnie do ściany.
Szepczę mu na ucho mój sekret.
-Cholera! Zdenerwowałeś ją! A gdy ona się denerwuje to albo jest bezbronna, albo może wysadzić najbliższą okolicę!- wrzeszczy na mnie.
-Nic o tym nie wiedziałem!- próbuję się usprawiedliwić.
-Jasne, że nie wiedziałeś! Nikomu o tym nie mówi! Tylko ja o tym wiem! Teraz trzeba ją znaleźć póki nie będzie za późno! Idziemy!
Razem biegniemy przez las. Kierujemy się do gildii. Zdyszani wbiegamy i krzyczymy:
-Jest Kuro?!
-Nie- odpowiada Mira- Nie było jej tutaj od wczoraj. Coś się stało?
-Ten pół mózg musiał się komuś wygadać!- pokazuje na mnie- I to co powiedział zdenerwowało Kuro. A to się równa z tym, że albo ona zginie, albo my!
-Co?!- krzyczy cała gildia.
-Nie teraz! Później wyjaśnimy! Lucy ty zostań w gildii! Natsu musimy ją znaleźć!- Raven wydaje rozkazy.
-Idę z wami!- mówi Gray i dołącza do nas.
-Jak chcesz- szarookiemu jest to obojętne.
Biegniemy znowu do lasu.
~Punkt widzenia Kuro~
To nie możliwe! Najpierw Gray teraz on! Czy nikt tego nie rozumie?! Uciekam jak najdalej w las. Muszę być sama. Chcę być sama.
-Wcale nie- znowu ten głos.
-Kim ty do cholery jesteś?!
-Nie poznajesz mnie?- przede mną pojawia się kobieta z białymi skrzydłami ubrana w zbroję.- To ja "Księżniczko".
-Adrianna- zatrzymuję się i mówię cicho.
-O czyli jednak mnie pamiętasz. Wiesz... Ostatnio nie skończyłyśmy się bawić- na jej twarz wpełza uśmiech mordercy.- Nie martw się! Zaraz to nadrobimy. Zabójca Demonów: Miecz Sprawiedliwości!- w jej dłoni pojawia się miecz. Czuję ból w nodze. Krew sączy się z mojego uda. Patrzę na nią. W moich oczach błyska czerń. Anielice oplatają czarne macki. Ona jednak z łatwością odzyskuje wolność.
-Tylko na tyle cię stać?- pyta z rozbawienie w głosie. Kolejny cios. Tym razem w rękę. Tracę z dużo krwi. Upadam na ziemię.
-Magia Kolców: Kolczasta Maczuga!- próbuję w nią trafić, ale moja magia znika.
-I co "Księżniczko"? Czyżby skończyła ci się magia?- przecina policzek. Coraz więcej czerwieni. Teraz blond-włosa atakuje mnie od tyłu. Tył mojej koszulki jest teraz przecięty i zaplamiony krwią. Krzyczę z bólu. Kolejny raz. Ona tylko się śmieje.
-Jakieś ostatnie słowa "Księżniczko"?
-Pieprz... się...- mówię ledwo.
-Tylko tyle? No cóż. Jak chcesz. W takim razie... Pożegnaj się z życiem!
Na polane wbiegają Natsu, Gray i Raven.
-A to kto? Czyżby pomoc?- w głosie Adrianny słychać drwinę.- Już nic nie zrobicie! Żegnaj Córko Słońca i Księżyca!
-Kuro!- krzyczą chłopacy.
Widzę jak miecz błyszczy w słońcu. Moje oczy rozszerzają się. Światem zawładnęła czerwień. Znowu toną w morzu krwi...
I jest następny rozdział! A co za tym idzie też i informacja. A więc... Zbliżamy się do końca sagi. Nabieram przeczucia, że historia Kuro zamienia się w "Modę na Sukces"!!! To bardzo źle, prawda Kuro?
Kuro: *nie ma jej*
Kuro? Aaaa... Zapomniałam. Shina- chan teraz to już na 1000000% mnie zabijesz! *Bierze walizki i bilety, ubiera kapelusz* Więc jak to moja przyjaciółka mawia "See you later aligejter"!!!
środa, 10 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
Rozdział 11 "Kuro! Jezus nie ma ryja! Jezus ma twarz!"
Jego ręce zjeżdżają coraz niżej. Czuję bijące od niego zimno. Czy ja tego chcę? Po chwili jego usta całują moją szyję. Czy ja go... kocham? Wplątuję dłonie w jego włosy. Nagle przed oczami widzę pokój pełen krwi i postać zmierzającą w moją stronę. Gwałtownie odpycham od siebie maga lodu. Patrzy na mnie zdziwiony.
-Ja... Nie mogę...- jąkam się i wybiegam z jego mieszkania.
Czemu to zobaczyłam? Co to w ogóle było? Czy ja naprawdę całowałam się z ...Gray'em?! Czemu ja na to pozwoliłam?! Przecież ja go nie koch... Dlaczego to nie może przejść przez moje gardło?
-Okłamujesz samą siebie- słyszę szept tuż przy moim uchu.
-Co?- rozglądam się. Nikogo nie ma.
-Ty go kochasz- znowu ten głos.
-Nie prawda!- krzyczę.
-On ciebie też kocha. Nie zmienisz tego- cały czas mówi.
-Zamknij się!!!- wrzeszczę. Ze zmęczenia upadam na podłogę. Po moich policzkach spływają łzy. Czerone krople zabarwiają ulice.
-Kuro?- ten głos- Daijobu desu ka?
-Wszystko dobrze Happy- odpowiadam.
-Happy gdzieś ty polazł?! Ja ci... Co się stało, Kuro?- teraz jeszcze Natsu.
Ledwo wstaję na nogi. Nie podnoszę jednak twarzy.
-Nic. Ja już pój...- chcę iść, ale czuję jak tracę grunt pod nogami.
-Kuro!- słyszę i zaraz ogarnia mnie ciemność.
~Punkt widzenia Natsu~
-Kuro!- krzyczę i łapię dziewczynę w ostatniej chwili. Patrzę na jej twarz. Ciągną się po niej dwie, czerwone smugi. Co jej się stało?
-I co my zrobimy, Natsu?- Happy ma łzy w oczach.
-Zabierzemy do nas. Jak się obudzi to powie nam co się stało. Nie martw się- odpowiadam i zaczynam powoli iść do domu. Po chwili widzę blondynkę o brązowych oczach.
-Cześć Lucy- mówię.
-O! Hejka Nat... Co jej się stało?
-Nie wiem. Chodźmy do mnie. Tam zaczekamy, aż się obudzi.
Dochodzimy do domu. Kopnięciem otwieram drzwi.
-Jezu, Natsu! Czy ty wiesz co to znaczy "porządek"?!
-Ale o co ci chodzi, Lucy?
-O to, że tutaj jest syf!!!- blondynka robi się cała czerwona na twarzy.
-Aaaa... Tutaj tak zawsze jest!- zamiast mnie odpowiada Happy.
Podchodzę do kanapy, zrzucam wszystko co się na niej znajduje i kładę czarnowłosą.
-Ni nic... Chcesz herbaty, Lucy?- pytam.
~Sen Kuro~
Siedzę pod ścianą. Cały pokój jest we krwi. Każdy centymetr kwadratowy jest w czerwonym płynie. Słyszę kroki i głos:
Nie słyszę jak mówi swoje imię.
-Kim jesteś?!- krzyczę. Ale on powtarza tylko cały czas te słowa.
Coraz więcej krwi. Czuję jak sztylet przebija mój brzuch. Coraz więcej krwi. Mam wrażenie, że tonę. Tonę w morzu krwi...
~Koniec snu~
~Punkt widzenia Kuro~
Budzę się z krzykiem.
-Kuro! Uspokój się! To tylko sen- czuję jak jakieś ramiona oplatują mnie. Od razu mi cieplej.- To tylko sen.
-Natsu...- po chwili uspokajam się- Arigato.
-Nie ma za co- chłopak cały czas się uśmiecha- Od tego są przyjaciele.
Odpowiadam mu nikłym uśmiechem.
-Powiedz co się stało? Wiesz... Zanim cię zobaczyłem- pyta Happy. Ja momentalnie spalam buraka.
-Powiem... Ale tylko Lucy- mówię.
-Co?! Czemu?!
-Bo tak chcę! Jakieś wąty?!- jestem rozdrażniona.
-Nie sir!- odpowiadają.
-Zostawcie nas na chwilę same. Proszę- już trochę uspokojona zwracam się znów do nich.
-Aye sir!- salutują i wychodzą mówiąc coś o okresie i wahaniach nastroju ...
-Słyszałam to!- krzyczę.
-To co się stało?- pyta nie pewnie blondyna.
-A więc...- i opowiadam jej całą historię łącznie ze snem.
Dziewczyna siedzi nie ruchomo. Po chwili jednak przytula mnie mówiąc:
-Współczuje ci.
Siedzimy tak przytulone dobre 5 minut. Chwilę przerywa jednak Happy.
-Już jesteśmy! Kuro, przyniosłem ci rybkę!- podlatuje do mnie i wręcz mi rybkę.
-Dzięki Happy- odpowiadam lekko rozbawiona.
-A widzisz Natsu? Miałem rację, że rybka jest dobra na wszystko!- ten kot powala mnie na kolana.
-Ja już pójdę do domu- mówię i zbieram się do wyjście.
-Odprowadzimy cię- proponuje Natsu.
-Jak chcecie- odpowiadam obojętnie i idę w stronę lasu.
Oczywiście zaraz obok mnie pojawia się cała trójka. Po 15 minutach jesteśmy pod moimi dzrzwiami.
-Wiecie... Jeśli chcecie możecie zostać na noc. Jest dużo miejsca i jedzenia.. - nie mogę dokończyć, bo od razu różowowłosy i niebieski futrzak wrzeszczą:
-JEDZENIE!!!- i wbiegają do kuchni.
-Z chęcią zostanę- uśmiecha się dziewczyna.
Wchodzimy powoli do środka. Czegoś mi tu brakuje...
-Raven!!!!- krzyczę.
-Łazienka!!!!- słyszę.
-Jedzcie co tylko chcecie- mówię i kieruję swoje kroki do łazienki.
Uchylam lekko drzwi.
-Raven co się stało?- pytam, gdy widzę jego twarz zalaną łzami.
-Oskar ze mną zerwał- odpowiada i z jego oczu wylewają się nowe potoki łez.
Przytulam go i głaszczę po włosach.
-No już... Ciiiii... Będzie dobrze- próbuję go jakoś pocieszyć.
-A wiesz co powiedział? " Było miło, ale się skończyło. Nie mogę być z tobą dłużej"!
-Ale dupek! Niech ja go dorwę to mu nogi z dupy powyrywam. Tak go urządzę, że go nawet matka nie pozna!
-Nie Kuro.
-Dlaczego?- nie wiem o co mu chodzi.
-Bo... Ja go kocham!- zalewa się nowymi łzami.
Ja pitole! Nigdy go nie zrozumiem.
-To chociaż się ogarnij. Mamy gości na dole- mówię, a on w trzy sekundy znowu wygląda jak młody bóg.
-To nie każmy im czekać- odpowiada i ciągnie mnie na dół.
-Ja jestem zmęczona... Idę spać- wyrywam mu swoją rękę i w pośpiechu prawie biegnę do pokoju, kładę się na łóżko i od razu zasypiam.
~Następnego dnia~
-Kuro, pora wstawać- ktoś lekko mną trzęsie.
-Jeszcze 10 minut- mruczę.
-O nie! Tak dobrze nie ma!- nagle czuję jak ktoś oblewa mnie lodowatą wodą.
-Cholera! Kto tak bardzo nie chce żyć, że mnie oblał?!- wrzeszczę.
-Wiesz ile razy powiedziałaś mi, że mnie zabijesz? A jeszcze tego nie zrobiłaś! Ty kłamczucho!- Raven śmieje się w głos.
-Pierdol się- mamroczę.
Podchodzę do szafy i biorę pierwsze lepsze ubrania. Szybko się przebieram... W łazience oczywiście! Czeszę i robię inne błahostki. Leniwie schodzę do kuchni.
-Mmmmm..... Co to?- pytam czując cudowne zapachy.
-Sama zgadnij- odpowiada mój najlepszy przyjaciel i zasłania mi oczy.
-To tak... Czuję... Wanilię.... Jagody... Mleko... Zboża... Raven, kotku czyżbyście zrobili amerykańskie naleśniki?- mówię zadziornie. Zaraz odzyskuję zdolność widzenia.
-Dobra jesteś!- blondynka jest pod ogromnym wrażeniem.
-Jak już być najlepszym w kuchni to pełną gębą!- mój banan na twarzy powala na kolana.
Jemy posiłek. Co dziwne jest cicho!
-Natsu?- pytam, gdy zauważam, że chłopak nie ruszył swojego jedzenia.
-Hmm?- jest jakoś dziwnie zamyślony.
-Dlaczego nie jesz?
-Nie jestem głodny.
-Jezus, MaRyja!- wrzeszczę.
-Kuro! Jezus nie ma ryja! Jezus ma twarz! (dop. od aut. Nie mogłam się powstrzymać! :) )- przerywa mi Raven.
Nie zwracam na niego uwagi. Podbiegam do różowowłosego i przykładam mu dłoń do czoła.
-Czy ty jesteś chory?- pytam zdziwiona.
-Nie, a dlaczego pytasz?
-TY NIE JESTEŚ GŁODNY- mówię.
-Po prostu się martwię... Możemy pogadać w cztery oczy, Kuro?
-Jasne. Chodź do ogrodu- odpowiadam z uśmiechem.
Idziemy krótką chwilę. Prowadzę go w najbardziej oddalone miejsce na posesji. Siadamy na staromodnej, drewniano- metalowej ławce.
-Więc... O czym chciałeś ze mną porozmawiać?- uśmiech nie schodzi z mojej twarzy.
-Wiesz... Chodzi o to, że chyba się zakochałem- mówi lekko zarumieniony.
-I w czym problem?- nie za bardzo to rozumiem.
-Bo.. Wiesz... Ja...Ona...
-No wykrztuś to z siebie!- śmieję się serdecznie.
-Bo w sumie... To takie dziwne, bo... Jak gdyby moje uczucia są podzielone.
-W jakim sensie?
-No bo wiesz... Jak zobaczyłem Lucy w tamtym mieście to moje serce jakby przyśpieszyło. Ale nie pierwszy raz tak się stało- jest trochę zmieszany.- W gildii też tak było. I ja nie wiem, które uczucie jest mocniejsze...
-To może opisz mi jak to się stało za pierwszym razem- mówię niepewnie.
-To... To nie było tak od razu. Już ją wcześniej znałem, ale dopiero po latach jak się zjawiła i zobaczyłem jej szczery uśmiech moje serce... Jakby chciało latać i śpiewać o tym jak jest szczęśliwe. A Lucy zobaczyłem w mieście, w tumie tych dziewczyn wzdychających do fałszywego Salamandra. I też się uśmiechnęła... Znowu to samo- na twarzy Smoczka zagościł mały uśmiech.
-Nie wiem... A obydwie to blondynki? Są do siebie podobne?- dopytuję się.
-Nie! One są zupełnie inne. Jak ogień i woda. Lucy to blondynka o brązowych oczach, a ta druga czarnowłosa o zielonych oczach- odpowiada niepewnie. Coś zaczyna mi lekko świtać.
-Czyli ta druga to..- nie kończę, bo on mi przerywa.
-Ty Kuro- dokańcza patrząc mi głęboko w oczy.
Gloria! Chwała niebiosom! Kara się skończyła!
Kuro: Nie krzycz błagam! Łeb mi pęka.
Co mnie to? A właśnie... Kuro Słońce! *wyciąga notes i kapelusz dziennikarza* Zdaj mi jakieś relację z tego wybuchowego trójkącika!
Kuro: Pierdol się!
Niestety nie mam z kim. Nie to co ty... *banan na gębie*
Kuro: *zarumieniona wychodzi z pokoju*
No nic... Postaram się wam wynagrodzić te dni rozłąki^^ Wiem, że ten "trójkącik" jest tandetny i przereklamowany, ale cóż... Po prostu za bardzo kocham tego Smoczka i Ekshibicjonistę! Jedna z moich licznych słabości... To do następnej notki^^ A i z góry przepraszam, ale ortografia, interpunkcja i te inne gówna nie są moją mocną stroną...
-Ja... Nie mogę...- jąkam się i wybiegam z jego mieszkania.
Czemu to zobaczyłam? Co to w ogóle było? Czy ja naprawdę całowałam się z ...Gray'em?! Czemu ja na to pozwoliłam?! Przecież ja go nie koch... Dlaczego to nie może przejść przez moje gardło?
-Okłamujesz samą siebie- słyszę szept tuż przy moim uchu.
-Co?- rozglądam się. Nikogo nie ma.
-Ty go kochasz- znowu ten głos.
-Nie prawda!- krzyczę.
-On ciebie też kocha. Nie zmienisz tego- cały czas mówi.
-Zamknij się!!!- wrzeszczę. Ze zmęczenia upadam na podłogę. Po moich policzkach spływają łzy. Czerone krople zabarwiają ulice.
-Kuro?- ten głos- Daijobu desu ka?
-Wszystko dobrze Happy- odpowiadam.
-Happy gdzieś ty polazł?! Ja ci... Co się stało, Kuro?- teraz jeszcze Natsu.
Ledwo wstaję na nogi. Nie podnoszę jednak twarzy.
-Nic. Ja już pój...- chcę iść, ale czuję jak tracę grunt pod nogami.
-Kuro!- słyszę i zaraz ogarnia mnie ciemność.
~Punkt widzenia Natsu~
-Kuro!- krzyczę i łapię dziewczynę w ostatniej chwili. Patrzę na jej twarz. Ciągną się po niej dwie, czerwone smugi. Co jej się stało?
-I co my zrobimy, Natsu?- Happy ma łzy w oczach.
-Zabierzemy do nas. Jak się obudzi to powie nam co się stało. Nie martw się- odpowiadam i zaczynam powoli iść do domu. Po chwili widzę blondynkę o brązowych oczach.
-Cześć Lucy- mówię.
-O! Hejka Nat... Co jej się stało?
-Nie wiem. Chodźmy do mnie. Tam zaczekamy, aż się obudzi.
Dochodzimy do domu. Kopnięciem otwieram drzwi.
-Jezu, Natsu! Czy ty wiesz co to znaczy "porządek"?!
-Ale o co ci chodzi, Lucy?
-O to, że tutaj jest syf!!!- blondynka robi się cała czerwona na twarzy.
-Aaaa... Tutaj tak zawsze jest!- zamiast mnie odpowiada Happy.
Podchodzę do kanapy, zrzucam wszystko co się na niej znajduje i kładę czarnowłosą.
-Ni nic... Chcesz herbaty, Lucy?- pytam.
~Sen Kuro~
Siedzę pod ścianą. Cały pokój jest we krwi. Każdy centymetr kwadratowy jest w czerwonym płynie. Słyszę kroki i głos:
"Już Księżniczka żyć nie będzie chciała,
Umrzeć przyjdzie jej w cierpieniach.
Samotna po wsze czasy będzie.
Łzy po jej twarzy spływają,
Szczęście mi to sprawia.
Księżniczko,
Nikt miłości nie okaże Tobie!
Inaczej umrze w sposób bolesny,
A ja będę płakał z radości!
Zginiesz Księżniczko!
Żyć nie będziesz chciała!
To moja klątwa na Ciebie została rzucona!
Jam jest sprawcą nieszczęścia twego!
A me imię brzmi...."
Nie słyszę jak mówi swoje imię.
-Kim jesteś?!- krzyczę. Ale on powtarza tylko cały czas te słowa.
Coraz więcej krwi. Czuję jak sztylet przebija mój brzuch. Coraz więcej krwi. Mam wrażenie, że tonę. Tonę w morzu krwi...
~Koniec snu~
~Punkt widzenia Kuro~
Budzę się z krzykiem.
-Kuro! Uspokój się! To tylko sen- czuję jak jakieś ramiona oplatują mnie. Od razu mi cieplej.- To tylko sen.
-Natsu...- po chwili uspokajam się- Arigato.
-Nie ma za co- chłopak cały czas się uśmiecha- Od tego są przyjaciele.
Odpowiadam mu nikłym uśmiechem.
-Powiedz co się stało? Wiesz... Zanim cię zobaczyłem- pyta Happy. Ja momentalnie spalam buraka.
-Powiem... Ale tylko Lucy- mówię.
-Co?! Czemu?!
-Bo tak chcę! Jakieś wąty?!- jestem rozdrażniona.
-Nie sir!- odpowiadają.
-Zostawcie nas na chwilę same. Proszę- już trochę uspokojona zwracam się znów do nich.
-Aye sir!- salutują i wychodzą mówiąc coś o okresie i wahaniach nastroju ...
-Słyszałam to!- krzyczę.
-To co się stało?- pyta nie pewnie blondyna.
-A więc...- i opowiadam jej całą historię łącznie ze snem.
Dziewczyna siedzi nie ruchomo. Po chwili jednak przytula mnie mówiąc:
-Współczuje ci.
Siedzimy tak przytulone dobre 5 minut. Chwilę przerywa jednak Happy.
-Już jesteśmy! Kuro, przyniosłem ci rybkę!- podlatuje do mnie i wręcz mi rybkę.
-Dzięki Happy- odpowiadam lekko rozbawiona.
-A widzisz Natsu? Miałem rację, że rybka jest dobra na wszystko!- ten kot powala mnie na kolana.
-Ja już pójdę do domu- mówię i zbieram się do wyjście.
-Odprowadzimy cię- proponuje Natsu.
-Jak chcecie- odpowiadam obojętnie i idę w stronę lasu.
Oczywiście zaraz obok mnie pojawia się cała trójka. Po 15 minutach jesteśmy pod moimi dzrzwiami.
-Wiecie... Jeśli chcecie możecie zostać na noc. Jest dużo miejsca i jedzenia.. - nie mogę dokończyć, bo od razu różowowłosy i niebieski futrzak wrzeszczą:
-JEDZENIE!!!- i wbiegają do kuchni.
-Z chęcią zostanę- uśmiecha się dziewczyna.
Wchodzimy powoli do środka. Czegoś mi tu brakuje...
-Raven!!!!- krzyczę.
-Łazienka!!!!- słyszę.
-Jedzcie co tylko chcecie- mówię i kieruję swoje kroki do łazienki.
Uchylam lekko drzwi.
-Raven co się stało?- pytam, gdy widzę jego twarz zalaną łzami.
-Oskar ze mną zerwał- odpowiada i z jego oczu wylewają się nowe potoki łez.
Przytulam go i głaszczę po włosach.
-No już... Ciiiii... Będzie dobrze- próbuję go jakoś pocieszyć.
-A wiesz co powiedział? " Było miło, ale się skończyło. Nie mogę być z tobą dłużej"!
-Ale dupek! Niech ja go dorwę to mu nogi z dupy powyrywam. Tak go urządzę, że go nawet matka nie pozna!
-Nie Kuro.
-Dlaczego?- nie wiem o co mu chodzi.
-Bo... Ja go kocham!- zalewa się nowymi łzami.
Ja pitole! Nigdy go nie zrozumiem.
-To chociaż się ogarnij. Mamy gości na dole- mówię, a on w trzy sekundy znowu wygląda jak młody bóg.
-To nie każmy im czekać- odpowiada i ciągnie mnie na dół.
-Ja jestem zmęczona... Idę spać- wyrywam mu swoją rękę i w pośpiechu prawie biegnę do pokoju, kładę się na łóżko i od razu zasypiam.
~Następnego dnia~
-Kuro, pora wstawać- ktoś lekko mną trzęsie.
-Jeszcze 10 minut- mruczę.
-O nie! Tak dobrze nie ma!- nagle czuję jak ktoś oblewa mnie lodowatą wodą.
-Cholera! Kto tak bardzo nie chce żyć, że mnie oblał?!- wrzeszczę.
-Wiesz ile razy powiedziałaś mi, że mnie zabijesz? A jeszcze tego nie zrobiłaś! Ty kłamczucho!- Raven śmieje się w głos.
-Pierdol się- mamroczę.
Podchodzę do szafy i biorę pierwsze lepsze ubrania. Szybko się przebieram... W łazience oczywiście! Czeszę i robię inne błahostki. Leniwie schodzę do kuchni.
-Mmmmm..... Co to?- pytam czując cudowne zapachy.
-Sama zgadnij- odpowiada mój najlepszy przyjaciel i zasłania mi oczy.
-To tak... Czuję... Wanilię.... Jagody... Mleko... Zboża... Raven, kotku czyżbyście zrobili amerykańskie naleśniki?- mówię zadziornie. Zaraz odzyskuję zdolność widzenia.
-Dobra jesteś!- blondynka jest pod ogromnym wrażeniem.
-Jak już być najlepszym w kuchni to pełną gębą!- mój banan na twarzy powala na kolana.
Jemy posiłek. Co dziwne jest cicho!
-Natsu?- pytam, gdy zauważam, że chłopak nie ruszył swojego jedzenia.
-Hmm?- jest jakoś dziwnie zamyślony.
-Dlaczego nie jesz?
-Nie jestem głodny.
-Jezus, MaRyja!- wrzeszczę.
-Kuro! Jezus nie ma ryja! Jezus ma twarz! (dop. od aut. Nie mogłam się powstrzymać! :) )- przerywa mi Raven.
Nie zwracam na niego uwagi. Podbiegam do różowowłosego i przykładam mu dłoń do czoła.
-Czy ty jesteś chory?- pytam zdziwiona.
-Nie, a dlaczego pytasz?
-TY NIE JESTEŚ GŁODNY- mówię.
-Po prostu się martwię... Możemy pogadać w cztery oczy, Kuro?
-Jasne. Chodź do ogrodu- odpowiadam z uśmiechem.
Idziemy krótką chwilę. Prowadzę go w najbardziej oddalone miejsce na posesji. Siadamy na staromodnej, drewniano- metalowej ławce.
-Więc... O czym chciałeś ze mną porozmawiać?- uśmiech nie schodzi z mojej twarzy.
-Wiesz... Chodzi o to, że chyba się zakochałem- mówi lekko zarumieniony.
-I w czym problem?- nie za bardzo to rozumiem.
-Bo.. Wiesz... Ja...Ona...
-No wykrztuś to z siebie!- śmieję się serdecznie.
-Bo w sumie... To takie dziwne, bo... Jak gdyby moje uczucia są podzielone.
-W jakim sensie?
-No bo wiesz... Jak zobaczyłem Lucy w tamtym mieście to moje serce jakby przyśpieszyło. Ale nie pierwszy raz tak się stało- jest trochę zmieszany.- W gildii też tak było. I ja nie wiem, które uczucie jest mocniejsze...
-To może opisz mi jak to się stało za pierwszym razem- mówię niepewnie.
-To... To nie było tak od razu. Już ją wcześniej znałem, ale dopiero po latach jak się zjawiła i zobaczyłem jej szczery uśmiech moje serce... Jakby chciało latać i śpiewać o tym jak jest szczęśliwe. A Lucy zobaczyłem w mieście, w tumie tych dziewczyn wzdychających do fałszywego Salamandra. I też się uśmiechnęła... Znowu to samo- na twarzy Smoczka zagościł mały uśmiech.
-Nie wiem... A obydwie to blondynki? Są do siebie podobne?- dopytuję się.
-Nie! One są zupełnie inne. Jak ogień i woda. Lucy to blondynka o brązowych oczach, a ta druga czarnowłosa o zielonych oczach- odpowiada niepewnie. Coś zaczyna mi lekko świtać.
-Czyli ta druga to..- nie kończę, bo on mi przerywa.
-Ty Kuro- dokańcza patrząc mi głęboko w oczy.
Gloria! Chwała niebiosom! Kara się skończyła!
Kuro: Nie krzycz błagam! Łeb mi pęka.
Co mnie to? A właśnie... Kuro Słońce! *wyciąga notes i kapelusz dziennikarza* Zdaj mi jakieś relację z tego wybuchowego trójkącika!
Kuro: Pierdol się!
Niestety nie mam z kim. Nie to co ty... *banan na gębie*
Kuro: *zarumieniona wychodzi z pokoju*
No nic... Postaram się wam wynagrodzić te dni rozłąki^^ Wiem, że ten "trójkącik" jest tandetny i przereklamowany, ale cóż... Po prostu za bardzo kocham tego Smoczka i Ekshibicjonistę! Jedna z moich licznych słabości... To do następnej notki^^ A i z góry przepraszam, ale ortografia, interpunkcja i te inne gówna nie są moją mocną stroną...
środa, 3 lipca 2013
Złe nowiny niosę
Witam serdecznie wszystkich odwiedzających tego oto bloga. Mam
zaszczyt pisać tutaj za naszą kochaną Anię, (czy tam Viviannę - jak wy tam
chcecie). Otóż, przejdźmy do sedna sprawy, a raczej problemu. Nasza pisarka,
dostała szlaban do dowołania . Pewnie dobrze wiecie, że świat w którym żyjemy
jest przesączony złem i nienawiścią , po prostu nie ma w nim miejsca na zwykłą,
ludzką sprawiedliwość. Niestety, nic na to nie poradzimy.
Ania kazała mi przekazać, iż z powodu braku swobód ( czyt. braku
internetu) , nie może wstawić kolejnego rozdziału. Więc nie martwcie się,
Narody Wybrane, Ania jako tako żyje , wena ciągle ja nawiedza, a ręce ciągną do
klawiatury. Tylko po prostu mieszkańcy jej rodzimego domu nie zezwalają na
korzystanie z dóbr xxi wieku. * Źli ludzie, oj źli*
Ależ ta Ania dobra. Teraz to sobie dopiero
uświadomiłam. Martwi się o Was , byście się nie martwili. Jeszcze się z takim
czymś nie spotkałam. A więc doceńmy dobre serce Anci i przetrwajmy ten okres w
niepewności, co stanie się w następnym rozdziale. Jakoś to zdzierżymy.
A jak już jestem przy klawiaturce , to
skorzystam z okazji. Serdecznie zapraszam do mojej chatki z piernika. Drzwi są
tam zawsze otwarte i zawsze ktoś jest w środku. Jak wejdziecie , nie będziecie
chcieli wyjść :)
Prześlijmy Ani telepatycznie uśmiechy ...
Pewnie poczuła. A jak . ANIAAAA - OJCIEC PATRZY.
Ania będzie ze mnie dumna :D
Serdecznie pozdrawiam , zapraszam do mnie
, a rozdział zjawi się niebawem .
Udanych wakacji
Kazumi Shinoko - best friend Anusi-Ojca-Vivianny xD
środa, 26 czerwca 2013
Rozdział 10 "Dzięki tobie czuję się jakbym śnił najpiękniejszy sen w moim życiu"
Idę powoli po alejkach parku w Magnolii. Jeszcze dobre 10 lat temu jakby ktoś mi powiedział, że będę mieszkać w tym mieście i będę członkiem Fairy Tail wyśmiałabym go. Poważnie. Teraz ciesze się z tego, że spotkałam Erzę i Gray'a. Czuję się tu jak w domu. Może opiszę kilka Wróżek. To tak:
Cana- super dziewczyna, z którą i na trzeźwo i po pijaku pogadać. Alkoholiczka. Czasami zastanawiam się czy nie podać jej do AA.
Mirajane- dziewczyna, którą traktuję jak starszą siostrę. Banan nie znika z jej twarzy i to daje mi siłę na tą gildię. Mag klasy S. Cholernie silna.
Natsu- narwany, różowo-włosy debil. Mimo to miły i może oddać życie za przyjaciół. Czasami zachowuje się jakby był na haju.
Erza- z tą lepiej nie zadzierać. Jak już podchodzisz lepiej ubierz zbroję z tytanu i weź ciastko truskawkowe jako podarek. Każdy w gildii oprócz mnie, Mistrza, Miry i Laxusa trzęsie przy niej portkami ze strachu. Mag klasy S.
Laxus- chłopak, który pokazuje, że nie tylko blondynki są głupie. Debil do kwadratu. Podejrzewam go o głębsze uczucia do Freeda. Mag klasy S.
Lucy- nie znam jej, aż tak świetnie, ale myślę, że jest w porządku. Mądra. Mól książkowy. Hojnie obdarzona przez Matkę Naturę.
Gray- narwany, ekshibicjonista. Mimo tego dobry z niego przyjaciel.
Macarov- zboczony, pijak. Zastępuje wszystkim Dziadka.
Romeo- słodziak, wierny. Jest dla mnie młodszym braciszkiem. Kocham go tak samo jak mojego prawdziwego brata.
To z nimi jak na razie najbardziej się zżyłam. Są moją rodziną, bez której nie potrafię żyć. Powoli kieruję się w stronę gildii. Drzwi otwieram kopniakiem, jak to każdy ma w zwyczaju. Uderza we mnie zapach alkoholu i jedzenia. Siadam na drewnianym stołku przy barze.
-Ohayo Kuro-chan- uśmiecha się do mnie starsza Strauss.
-Siemka Miruś. Dasz lody czekoladowe?
-Jasne- i już po chwili stoi przede mną pucharek z moim przysmakiem.
Nagle czuję mocne uderzenie w tył głowy, od którego widzę czarne plamki.
-Kto to zrobił?!- krzyczę. Wszyscy jak jeden mąż wskazują na Elfmana. -Ty...- zaczynam i rzucam się na niego z butelką w ręce. Niestety w locie ktoś łapie mnie w pasie.
-Ty się lepiej nie zaczynaj bić, bo nie dość, że ktoś umrze to jeszcze gildię rozwalisz.
-Raven! Tylko w nieodpowiednim momencie potrafisz się zjawić czy jak?- pytam wkurzona.
-Nieodpowiedni moment ?- podnosi brew do góry- Ja po prostu nie chciałem żebyście wszystko rozwalili zanim Romeo się zjawi. Pamiętasz, że ma urodziny, prawda?
-Jasne, że pamiętam!- mówię z bananem na twarzy.
-A masz prezent?- w tym momencie na twarzach wszystkich obecnych pojawia się przerażenie. Czyżby zapomnieli o prezencie?
-Mam- uśmiech nie schodzi mi z gęby- Dobrze go schowałaś, prawda Miruś?
-Tak, ale było trudno. Wszędzie tego szukał- podaje mi niewielką paczkę- Sama jestem ciekawa co tam jest.
-Nie długo się dowiesz- odpowiadam i biorę od niej pakunek- Mówiłam mu, że dostanie ode mnie prezent, który mu się przyda. Mam nadzieję, że mu się spodoba.
Dopiero teraz patrzę na całą gildię. Jest ozdobiona balonami, serpentariami i dużym napisem: "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ROMEO!!!" Jest pięknie.
-Uwaga! Idzie!- krzyczy Wakaba.
Wszyscy ustawiają się na swoich miejscach.
-Ale Jet... O co chodzi?- chłopak ma zasłonięte oczy.
-O to, że...- rudzielec odsłania chłopcu oczy- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!- krzyczymy wszyscy.
W oczach chłopca pojawiają się łzy. Podchodzę do niego i go przytulam.
-Nie płacz młody.
-To są łzy szczęścia- mówi z uśmiechem.
-A czy tutaj mogą być jakieś inne?- pytam z zadziornym uśmieszkiem- To dla ciebie- podaję mu paczkę. On otwiera ją i wyjmuje z niej gruby, skórzany zeszyt.
-Co to?
-To jest dziennik. Ale nie taki zwykły- szepczę mu na ucho- Te marzenia, które w nim zapiszesz spełnią się. Uwierz mi. To działa.
-Arigato Kuro-nee!!- Romeo rzuca mi się na szyję.
-Nie ma za co, młody!
-To, co? Zaczynamy imprezkę!- krzyczy wesoło Staruszek.
~2 godziny później~
Każdy oprócz mnie i Romea pije alkohol. Czy ja dobrze widzę? Nie, no trzymajcie mnie! Gray i Cana robią sobie taki sam konkurs co ja i ta pijaczka ostatnio! Ciekawe za ile ten ekshibicjonista odpadnie?!
~30 minut później~
Tyle dokładnie zajęło Gray'owi upicie się. Ja nie mogę! Jak on się zatacza! No, nic wypadłoby mu pomóc.
-Choć, Gray. Idziemy. Już dość wypiłeś- przewieszam sobie jego rękę przez ramię i wyciągam go z gildii.
-Wiesz Kuro *czek*! Fajnie *czek* było!
-Tak, tak.
-A ty sk*czek*ąd wiesz gdzie *czek* miesz*czek* kam?
-Mówiłeś mi to. Wczoraj.
-Na *czek* serio?
-Tak pół mózgu. Na serio.
Idziemy powoli ulicą. Dochodzimy pod jego kamienicę. Otwieram drzwi i ciągnę go za sobą po schodach.
-Gray, daj klucze- mówię.
-Jakie *czek* klucze?
Patrzę na niego jak na jakiegoś debila.
-Aaaa te *czek* klucze! W gil*czek*dii zos*czek*tały!
Uderzam się otwartą ręką w czoło. No, nic. Otwieram te cholerne drzwi kopniakiem tak, że wypadają z zawiasów. Później mu je wstawię.
-A teraz choć. Położę cię do łóżka.
Wchodzimy do środka. Zapalam światło i widzę... Porządek! Po ni się tego nie spodziewałam. Kładę go na kanapie i zmierzam do kuchni zrobić sobie kawy. Szukam wszędzie tej zasranej szklanki, gdy czuję jak ktoś mnie obraca w swoją stronę.
-Co ty robisz Gray?- pytam zdezorientowana.
-Kocham Cię- mówi.
-Co?!- co on gada?!
-Dzięki tobie czuję się jakbym śnił najpiękniejszy sen w moim życiu- przybliża swoją twarz do mojej.
-Jesteś pijany. Nie wiesz co mówisz- odpowiadam.
-Zawsze chciałem to zrobić.
Czuję jak jego usta dotykają moich. On mnie całuje! A ja stoję jak wryta. Po chwili chyb wbrew sobie oddaję się jego pocałunkom.
No i w końcu długo wyczekiwany rozdział!
Kuro: *zarumieniona* Ja się chyba nie będę wypowiadać na ten temat.
Jak sobie chcesz. To do zobaczenia! Buziaczki^^
Cana- super dziewczyna, z którą i na trzeźwo i po pijaku pogadać. Alkoholiczka. Czasami zastanawiam się czy nie podać jej do AA.
Mirajane- dziewczyna, którą traktuję jak starszą siostrę. Banan nie znika z jej twarzy i to daje mi siłę na tą gildię. Mag klasy S. Cholernie silna.
Natsu- narwany, różowo-włosy debil. Mimo to miły i może oddać życie za przyjaciół. Czasami zachowuje się jakby był na haju.
Erza- z tą lepiej nie zadzierać. Jak już podchodzisz lepiej ubierz zbroję z tytanu i weź ciastko truskawkowe jako podarek. Każdy w gildii oprócz mnie, Mistrza, Miry i Laxusa trzęsie przy niej portkami ze strachu. Mag klasy S.
Laxus- chłopak, który pokazuje, że nie tylko blondynki są głupie. Debil do kwadratu. Podejrzewam go o głębsze uczucia do Freeda. Mag klasy S.
Lucy- nie znam jej, aż tak świetnie, ale myślę, że jest w porządku. Mądra. Mól książkowy. Hojnie obdarzona przez Matkę Naturę.
Gray- narwany, ekshibicjonista. Mimo tego dobry z niego przyjaciel.
Macarov- zboczony, pijak. Zastępuje wszystkim Dziadka.
Romeo- słodziak, wierny. Jest dla mnie młodszym braciszkiem. Kocham go tak samo jak mojego prawdziwego brata.
To z nimi jak na razie najbardziej się zżyłam. Są moją rodziną, bez której nie potrafię żyć. Powoli kieruję się w stronę gildii. Drzwi otwieram kopniakiem, jak to każdy ma w zwyczaju. Uderza we mnie zapach alkoholu i jedzenia. Siadam na drewnianym stołku przy barze.
-Ohayo Kuro-chan- uśmiecha się do mnie starsza Strauss.
-Siemka Miruś. Dasz lody czekoladowe?
-Jasne- i już po chwili stoi przede mną pucharek z moim przysmakiem.
Nagle czuję mocne uderzenie w tył głowy, od którego widzę czarne plamki.
-Kto to zrobił?!- krzyczę. Wszyscy jak jeden mąż wskazują na Elfmana. -Ty...- zaczynam i rzucam się na niego z butelką w ręce. Niestety w locie ktoś łapie mnie w pasie.
-Ty się lepiej nie zaczynaj bić, bo nie dość, że ktoś umrze to jeszcze gildię rozwalisz.
-Raven! Tylko w nieodpowiednim momencie potrafisz się zjawić czy jak?- pytam wkurzona.
-Nieodpowiedni moment ?- podnosi brew do góry- Ja po prostu nie chciałem żebyście wszystko rozwalili zanim Romeo się zjawi. Pamiętasz, że ma urodziny, prawda?
-Jasne, że pamiętam!- mówię z bananem na twarzy.
-A masz prezent?- w tym momencie na twarzach wszystkich obecnych pojawia się przerażenie. Czyżby zapomnieli o prezencie?
-Mam- uśmiech nie schodzi mi z gęby- Dobrze go schowałaś, prawda Miruś?
-Tak, ale było trudno. Wszędzie tego szukał- podaje mi niewielką paczkę- Sama jestem ciekawa co tam jest.
-Nie długo się dowiesz- odpowiadam i biorę od niej pakunek- Mówiłam mu, że dostanie ode mnie prezent, który mu się przyda. Mam nadzieję, że mu się spodoba.
Dopiero teraz patrzę na całą gildię. Jest ozdobiona balonami, serpentariami i dużym napisem: "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ROMEO!!!" Jest pięknie.
-Uwaga! Idzie!- krzyczy Wakaba.
Wszyscy ustawiają się na swoich miejscach.
-Ale Jet... O co chodzi?- chłopak ma zasłonięte oczy.
-O to, że...- rudzielec odsłania chłopcu oczy- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!- krzyczymy wszyscy.
W oczach chłopca pojawiają się łzy. Podchodzę do niego i go przytulam.
-Nie płacz młody.
-To są łzy szczęścia- mówi z uśmiechem.
-A czy tutaj mogą być jakieś inne?- pytam z zadziornym uśmieszkiem- To dla ciebie- podaję mu paczkę. On otwiera ją i wyjmuje z niej gruby, skórzany zeszyt.
-Co to?
-To jest dziennik. Ale nie taki zwykły- szepczę mu na ucho- Te marzenia, które w nim zapiszesz spełnią się. Uwierz mi. To działa.
-Arigato Kuro-nee!!- Romeo rzuca mi się na szyję.
-Nie ma za co, młody!
-To, co? Zaczynamy imprezkę!- krzyczy wesoło Staruszek.
~2 godziny później~
Każdy oprócz mnie i Romea pije alkohol. Czy ja dobrze widzę? Nie, no trzymajcie mnie! Gray i Cana robią sobie taki sam konkurs co ja i ta pijaczka ostatnio! Ciekawe za ile ten ekshibicjonista odpadnie?!
~30 minut później~
Tyle dokładnie zajęło Gray'owi upicie się. Ja nie mogę! Jak on się zatacza! No, nic wypadłoby mu pomóc.
-Choć, Gray. Idziemy. Już dość wypiłeś- przewieszam sobie jego rękę przez ramię i wyciągam go z gildii.
-Wiesz Kuro *czek*! Fajnie *czek* było!
-Tak, tak.
-A ty sk*czek*ąd wiesz gdzie *czek* miesz*czek* kam?
-Mówiłeś mi to. Wczoraj.
-Na *czek* serio?
-Tak pół mózgu. Na serio.
Idziemy powoli ulicą. Dochodzimy pod jego kamienicę. Otwieram drzwi i ciągnę go za sobą po schodach.
-Gray, daj klucze- mówię.
-Jakie *czek* klucze?
Patrzę na niego jak na jakiegoś debila.
-Aaaa te *czek* klucze! W gil*czek*dii zos*czek*tały!
Uderzam się otwartą ręką w czoło. No, nic. Otwieram te cholerne drzwi kopniakiem tak, że wypadają z zawiasów. Później mu je wstawię.
-A teraz choć. Położę cię do łóżka.
Wchodzimy do środka. Zapalam światło i widzę... Porządek! Po ni się tego nie spodziewałam. Kładę go na kanapie i zmierzam do kuchni zrobić sobie kawy. Szukam wszędzie tej zasranej szklanki, gdy czuję jak ktoś mnie obraca w swoją stronę.
-Co ty robisz Gray?- pytam zdezorientowana.
-Kocham Cię- mówi.
-Co?!- co on gada?!
-Dzięki tobie czuję się jakbym śnił najpiękniejszy sen w moim życiu- przybliża swoją twarz do mojej.
-Jesteś pijany. Nie wiesz co mówisz- odpowiadam.
-Zawsze chciałem to zrobić.
Czuję jak jego usta dotykają moich. On mnie całuje! A ja stoję jak wryta. Po chwili chyb wbrew sobie oddaję się jego pocałunkom.
No i w końcu długo wyczekiwany rozdział!
Kuro: *zarumieniona* Ja się chyba nie będę wypowiadać na ten temat.
Jak sobie chcesz. To do zobaczenia! Buziaczki^^
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Rozdział 9"Uwaga! Czyja jest ta cycata blondynka?!"
~Kuro~
Powoli otwieram oczy. Jestem w pokoju?! Zaraz, zaraz. Uff! Jestem kompletnie ubrana. Po chwili czuję jak wspomnienia z wczorajszego dnia wracają. Czy ja na serio nazwałam Erze "Rudą" i mnie nie zabiła? Cud nad Wisłą! Doczołguje się do szafy, wyciągam sprane jeansy, za duży T-shirt Jacka Danielsa i świeżą bieliznę. Po tym jak moje mięśnie znów zaczęły współpracować poszłam do łazienki. Nalałam gorącej wody do ogromnej wanny. Teraz tylko wybrać olejek.
~5 minut później~
Dupa! Nie dość, że woda jest już zimna to jeszcze nie mogę się zdecydować na zapach olejku! Dobra. Ogarnij się Kuro! Wypuszczam wodę i nalewam nową porcję. Wybieram olejek o zapachu owoców leśnych. Rozbieram się i wskakuję do wanny. Ten zapach tak wiele mi przypomina.
~Retrospekcja~
-Nii-san! Zaczekaj!
Mała dziewczynka biegnie przez ogromny las. W oddali widzi zarys wysokiego chłopaka.
-No dalej Kuro! Szybciej!- woła.
Dziecko upada. Zaczyna płakać.
-Kuro! Daijobu desu ka?
-Boli- pokazuje na kolano, z którego sączy się krew.
-No chodź- chłopak bierze ją na barana i idzie.
Po chwili są na łące. Czarnowłosa schodzi z pleców brata i kładzie się na miękkiej trawie.
-Jak tu ładnie- w oczach dziewczynki pojawiają się wesołe ogniki.
-Masz. Zjedz trochę- chłopak daje jej trochę owoców.
-Mmmm.. Pyszne!
Zapada zmrok. Rodzeństwo wpatruje się w niebo.
-Będziemy zawsze razem, prawda Nii-san?
-Jasne- odpowiada z uśmiechem na twarzy.
~Koniec retrospekcji~
Powoli wychodzę z wanny i wycieram się. Zakładam wcześniej przygotowane ubrania, rozczesuję włosy i schodzę na dół. Od razu kieruję się do kuchni. Wyciągam jajka, mleko, mąkę, sól, cukier waniliowy i odpowiednie naczynia. Po chwili są już gotowe. Tak. To.... NALEŚNIKI!!! Pożeram je z nadnaturalną szybkością. Nagle zauważam kartkę z moim imieniem.
"Kuro.
Jestem w gildii. Przyjdź jak tylko zjesz.
Raven"
No nic. Wypadało by iść. Zabieram swoje zacne cztery litery i idę powoli do gildii. Stoję przed drzwiami i zastanawiam się jak wejść. Zamaszystym kopniakiem otwieram drzwi. Takie "Z buta wjeżdżam".
-Ohayo Kuro- jak zwykle z ogromnym bananem na twarzy witam mnie Mira.
-Siemasz Miruś- mówię i siadam na krześle przy barze. Coś za cicho jest- Mira słonko gdzie jest Natsu?
-Poszedł szukać Igneela.
-Tego smoka co go wychował
-Skąd wiesz?-pyta, ale zaraz się poprawia- Zapomniałam, że nie ma takiej rzeczy, o której nie wiesz. Nie długo powinien wrócić.
I na te słowa słyszę krzyk:
-Wróciłem!!!!!!
-Nie drzyj ryja!!!!!- wrzeszczę z Grayem.
-Nikt na ciebie nie czekał jaszczurko!-dopowiada jeszcze lodowy mag.
-Jak żeś mnie nazwał lodówko?!
-Dobrze słyszałeś, kuchenko!
-Chcesz się bić, skośnooki?!
-Jasne, rzygaczu płomieniami!- i znowu zaczyna się rozróba. Nagle wpada na mnie lekko ogłuszona blondynka hojnie obdarzona przez naturę.
-Hej żyjesz?- potrząsam nią lekko. Nie odpowiada.
-Uwaga! Czyja jest ta cycata blondynka?!- krzyczę i podnoszę ją do góry.
-Zostaw Lucy w spokoju!- mówi Natsu.
-Aaaa... Czyli to twoja dziewczyna co Natsu?- pytam rozbawiona.
-Wcale nie- odpowiada zarumieniony.
-Przepraszam mogłabyś mnie postawić na ziemię?- słyszę jakiś głos z góry.
-Ona żyje!!!- odstawiam ją na podłogę.
-A co myślałaś? Że nasz Smoczek przyprowadził trupa?- mówi Erza.
-No wiesz.... O gustach się nie dyskutuje- odpowiadam.
-Że co?!- wrzeszczy wyżej wymieniony.
-Szczym ryj!!!!- krzyczę i rzucam w niego stołem.
I tak zaczyna się kolejna rozróba.
-Czy tutaj tak zawsze jest?- pyta Lucy.
-Tak- odpowiadam razem z Mirą.
No taki krótki. Nie podoba mi się.
Kuro: Ale w końcu jest.
Byle jaki. No nic. Chciałabym zaprosić was na mojego drugiego bloga. Tym razem nie o Fairy Tail. Jest na podstawie mangi i anime pt. "Arcana Famiglia" http://arcana-santa-maria.blogspot.com/
Buziaczki^^
Powoli otwieram oczy. Jestem w pokoju?! Zaraz, zaraz. Uff! Jestem kompletnie ubrana. Po chwili czuję jak wspomnienia z wczorajszego dnia wracają. Czy ja na serio nazwałam Erze "Rudą" i mnie nie zabiła? Cud nad Wisłą! Doczołguje się do szafy, wyciągam sprane jeansy, za duży T-shirt Jacka Danielsa i świeżą bieliznę. Po tym jak moje mięśnie znów zaczęły współpracować poszłam do łazienki. Nalałam gorącej wody do ogromnej wanny. Teraz tylko wybrać olejek.
~5 minut później~
Dupa! Nie dość, że woda jest już zimna to jeszcze nie mogę się zdecydować na zapach olejku! Dobra. Ogarnij się Kuro! Wypuszczam wodę i nalewam nową porcję. Wybieram olejek o zapachu owoców leśnych. Rozbieram się i wskakuję do wanny. Ten zapach tak wiele mi przypomina.
~Retrospekcja~
-Nii-san! Zaczekaj!
Mała dziewczynka biegnie przez ogromny las. W oddali widzi zarys wysokiego chłopaka.
-No dalej Kuro! Szybciej!- woła.
Dziecko upada. Zaczyna płakać.
-Kuro! Daijobu desu ka?
-Boli- pokazuje na kolano, z którego sączy się krew.
-No chodź- chłopak bierze ją na barana i idzie.
Po chwili są na łące. Czarnowłosa schodzi z pleców brata i kładzie się na miękkiej trawie.
-Jak tu ładnie- w oczach dziewczynki pojawiają się wesołe ogniki.
-Masz. Zjedz trochę- chłopak daje jej trochę owoców.
-Mmmm.. Pyszne!
Zapada zmrok. Rodzeństwo wpatruje się w niebo.
-Będziemy zawsze razem, prawda Nii-san?
-Jasne- odpowiada z uśmiechem na twarzy.
~Koniec retrospekcji~
Powoli wychodzę z wanny i wycieram się. Zakładam wcześniej przygotowane ubrania, rozczesuję włosy i schodzę na dół. Od razu kieruję się do kuchni. Wyciągam jajka, mleko, mąkę, sól, cukier waniliowy i odpowiednie naczynia. Po chwili są już gotowe. Tak. To.... NALEŚNIKI!!! Pożeram je z nadnaturalną szybkością. Nagle zauważam kartkę z moim imieniem.
"Kuro.
Jestem w gildii. Przyjdź jak tylko zjesz.
Raven"
No nic. Wypadało by iść. Zabieram swoje zacne cztery litery i idę powoli do gildii. Stoję przed drzwiami i zastanawiam się jak wejść. Zamaszystym kopniakiem otwieram drzwi. Takie "Z buta wjeżdżam".
-Ohayo Kuro- jak zwykle z ogromnym bananem na twarzy witam mnie Mira.
-Siemasz Miruś- mówię i siadam na krześle przy barze. Coś za cicho jest- Mira słonko gdzie jest Natsu?
-Poszedł szukać Igneela.
-Tego smoka co go wychował
-Skąd wiesz?-pyta, ale zaraz się poprawia- Zapomniałam, że nie ma takiej rzeczy, o której nie wiesz. Nie długo powinien wrócić.
I na te słowa słyszę krzyk:
-Wróciłem!!!!!!
-Nie drzyj ryja!!!!!- wrzeszczę z Grayem.
-Nikt na ciebie nie czekał jaszczurko!-dopowiada jeszcze lodowy mag.
-Jak żeś mnie nazwał lodówko?!
-Dobrze słyszałeś, kuchenko!
-Chcesz się bić, skośnooki?!
-Jasne, rzygaczu płomieniami!- i znowu zaczyna się rozróba. Nagle wpada na mnie lekko ogłuszona blondynka hojnie obdarzona przez naturę.
-Hej żyjesz?- potrząsam nią lekko. Nie odpowiada.
-Uwaga! Czyja jest ta cycata blondynka?!- krzyczę i podnoszę ją do góry.
-Zostaw Lucy w spokoju!- mówi Natsu.
-Aaaa... Czyli to twoja dziewczyna co Natsu?- pytam rozbawiona.
-Wcale nie- odpowiada zarumieniony.
-Przepraszam mogłabyś mnie postawić na ziemię?- słyszę jakiś głos z góry.
-Ona żyje!!!- odstawiam ją na podłogę.
-A co myślałaś? Że nasz Smoczek przyprowadził trupa?- mówi Erza.
-No wiesz.... O gustach się nie dyskutuje- odpowiadam.
-Że co?!- wrzeszczy wyżej wymieniony.
-Szczym ryj!!!!- krzyczę i rzucam w niego stołem.
I tak zaczyna się kolejna rozróba.
-Czy tutaj tak zawsze jest?- pyta Lucy.
-Tak- odpowiadam razem z Mirą.
No taki krótki. Nie podoba mi się.
Kuro: Ale w końcu jest.
Byle jaki. No nic. Chciałabym zaprosić was na mojego drugiego bloga. Tym razem nie o Fairy Tail. Jest na podstawie mangi i anime pt. "Arcana Famiglia" http://arcana-santa-maria.blogspot.com/
Buziaczki^^
sobota, 15 czerwca 2013
Nie rozdział, więc... Liebster Award !!!!
Przepraszam, ale chwilowo The End.
Ja nominuję:
Kuro: Znowu!!!
No nie drzyj się już. A więc zostałam nominowana przez Kazumi Shinoko^^
Kuro: Przedstawię zasady. A więc:
"Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie."
Ja nominuję:
-Shina-chan
-Neko-chan
-Yoruichi Yo
-Mademoiselle Krasnal
-DarkHappy-chan
-Cristal Phoenix
To by było na tyle. Niestety na razie nie wiem jakie jeszcze blogi dodać. Później uzupełnie, zgoda?^^
No to jedziemy:
Nie. Dlaczego? Ponieważ nie wierzę ogólnie w to pseudo "słodkie uczucie". Taka już jestem^^
2. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku i dlaczego ?
A żeby było to jeden raz! Zawsze jak jestem u moich dziadków na działce razem z moją siostrą tańczymy, śpiewamy i nie powiem.... Mamy odpał!
4.Czym , według Ciebie, musi cechować się prawdziwy przyjaciel ?
Na serio? Mnie się o to pytasz? Przecież znasz doskonale odpowiedź^^
9. Jak widzisz Swoją przyszłość? Co zamierzasz robić dla Świata ?
Zamierzam żyć. Wiem wielkie poświęcenie, ale ktoś to musi robić. A swojej przyszłości jeszcze nie widzę.
10. Śpiewałaś kiedyś na przystanku autobusowym z walniętą koleżanką, czekając na spóźniający się autobus ?
Jak nie jak tak! Nigdy nie zapomnę tego disco polo i muzyki z twojego telefonu Sandacz^^
11. Co dla Ciebie byłoby rajem ?
Rajem... Oczywiście życie w Fairy Tail z przyjaciółmi i kilkoma innymi postaciami z innych mang i anime^^
To teraz moje pytanka^^
1.Odradzasz się i zostajesz zwierzęciem. Jakim i dlaczego?
2.Jak najczęściej spędzasz swój wolny czas?
3.Twoja matka grozi wyłączaniem internetu, gdy ty akurat oglądasz ulubione anime. Co robisz?
4.Twoja ulubiona roślina?
5.Lubisz "Igrzyska Śmierci"?
6.Piszesz wiersze?
7.Wychodzisz za mąż. Za kogo? (ktokolwiek aktor, gostek z anime itp.)
8.Masz do wyboru jechać na jednorożcu lub na lamie. Które z tych jakże cudownych stworzeń dosiadasz?
9.Lubisz zapach deszczu?
10.Jakim bohaterem z bajki chciałaś/chciałeś być w dzieciństwie?
11. Jakie pasz przezwisko?
No wreszcie koniec!
Kuro: Wytłumaczę. A więc... Ta notka robiła się dobre dwa tygodnie!!! Jeśli nie trzy!!!
Nie moja wina! Była Zielona Szkoła, brak pomysłów i do tego jeszcze ten sprawdzian do gimnazjum w ten poniedziałek!
Kuro: Biedna ty!
Na serio?
Kuro: Nie! A teraz marsz pisać następny rozdział!
Aya sir! Buziaczki^^
No to jedziemy:
1. Czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia ?
Nie. Dlaczego? Ponieważ nie wierzę ogólnie w to pseudo "słodkie uczucie". Taka już jestem^^
2. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku i dlaczego ?
Dałaś mi powód do myślenia. Dobra.... Moją ulubioną porą roku jest.... Właściwie to mam dwie. Jesień i zimę. Jesień za kolory. Te odcienie złota, czerwieni, brązu.... Kocham! Pogoda o tej porze wywołuje u mnie szczęście. Tak wiem to lekko dziwnie, ale ok. A zimę dlatego, że zawsze wyobrażałam sobie, jak siedzę przed kominkiem, piję gorące kakao i czytam mangę, przykryta puchowym kocem mojej babci. I kocham śnieg! No, bo heloł!!!! Kto nie lubi śniegu?!
3. Czy tańczyłaś kiedyś w deszczu ?
A żeby było to jeden raz! Zawsze jak jestem u moich dziadków na działce razem z moją siostrą tańczymy, śpiewamy i nie powiem.... Mamy odpał!
4.Czym , według Ciebie, musi cechować się prawdziwy przyjaciel ?
Musi być:
odważny,
miły,
wesoły... I najważniejsze musi być szczery. Bez tego przyjaźń dla mnie nie istnieje.
5.Jakie jest Twoje najlepsze i najbardziej zapamiętane wspomnienie z wakacji ?
Szczerze? Wszystkie Zielone Szkoły spędzone z moją klasą są moimi najlepszymi wspomnieniami^^
6. Lubisz inność ???
Na serio? Mnie się o to pytasz? Przecież znasz doskonale odpowiedź^^
7. Czy w Twojej duszy gra muzyka? Jeśli tak, to jaka ?
Mam wymienić tytuły? Zapraszam do SCM Music Player^^
8. Co robisz , gdy nie wiesz co robić ?(zainteresowania J)
Gdy nie wiem co robić... Żrem żelki!!!!! A tak na serio to lody czekoladowe, czytam mangę, oglądam anime i zastanawiam się nad sensem życia.
9. Jak widzisz Swoją przyszłość? Co zamierzasz robić dla Świata ?
Zamierzam żyć. Wiem wielkie poświęcenie, ale ktoś to musi robić. A swojej przyszłości jeszcze nie widzę.
10. Śpiewałaś kiedyś na przystanku autobusowym z walniętą koleżanką, czekając na spóźniający się autobus ?
Jak nie jak tak! Nigdy nie zapomnę tego disco polo i muzyki z twojego telefonu Sandacz^^
11. Co dla Ciebie byłoby rajem ?
Rajem... Oczywiście życie w Fairy Tail z przyjaciółmi i kilkoma innymi postaciami z innych mang i anime^^
To teraz moje pytanka^^
1.Odradzasz się i zostajesz zwierzęciem. Jakim i dlaczego?
2.Jak najczęściej spędzasz swój wolny czas?
3.Twoja matka grozi wyłączaniem internetu, gdy ty akurat oglądasz ulubione anime. Co robisz?
4.Twoja ulubiona roślina?
5.Lubisz "Igrzyska Śmierci"?
6.Piszesz wiersze?
7.Wychodzisz za mąż. Za kogo? (ktokolwiek aktor, gostek z anime itp.)
8.Masz do wyboru jechać na jednorożcu lub na lamie. Które z tych jakże cudownych stworzeń dosiadasz?
9.Lubisz zapach deszczu?
10.Jakim bohaterem z bajki chciałaś/chciałeś być w dzieciństwie?
11. Jakie pasz przezwisko?
No wreszcie koniec!
Kuro: Wytłumaczę. A więc... Ta notka robiła się dobre dwa tygodnie!!! Jeśli nie trzy!!!
Nie moja wina! Była Zielona Szkoła, brak pomysłów i do tego jeszcze ten sprawdzian do gimnazjum w ten poniedziałek!
Kuro: Biedna ty!
Na serio?
Kuro: Nie! A teraz marsz pisać następny rozdział!
Aya sir! Buziaczki^^
wtorek, 4 czerwca 2013
Rozdział 8 "Za *czek* sied*czek*mioma gór*czek*ami, za sied*czek*mioma rze*czek*kmi i in*czek*nymi gów*czek*nami"
- Cana Słoneczko co ty na to żebyśmy sobie urządziły konkurs?- świergoczę.
-Zamieniam się w słuch.
-Ty i ja. Która więcej wypije i nie padnie.
-Nie wiesz na co się piszesz Naichingeru.
-Właśnie wiem- banan na mojej twarzy jest przerażający.
-Dobra- mówi - Miruś dawaj!!!
Dziewczyna stawia przed nami dwie, ogromne beczki alkoholu.
-To jak? Na trzy?- uśmieszek nie schodzi z jej twarzy.
-Na trzy.
-Raz! Dwa! Trzy!- mówimy razem i zaczynamy pić.
~35 minut później~
Trzymamy się równo. Za nami leżą dwie sterty beczek.
-Dajemy mocniej?- pytam.
-Jasne.
~ 55 minut później~
-Ca*czek*na! Też *czek* widz*czek*isz te *czek* kwia*czek*tki?!- krzyczę.
-No *czek*, a j*czek*ak!
Siedzimy przy barze i opieramy się o siebie.
-Starczy już- mówi Erza i zabiera mi butelkę.
-Ej! *czek*- podnoszę się gwałtownie tak, że brązowowłosa ląduje na ziemi- Spadaj! *czek*- wyrywam jej moją własność i biorę duży łyk.
-To *czek* bolało!-krzyczy Cana z dołu.
-Sor*czek*ka Słon*czek*eczko!!- chcąc jej pomóc sama ląduje na podłodze. Zaczynamy się śmiać.
-Wróciłem!-krzyczy mój przyjaciel.
-Rav*czek*en! Ty mę*czek*do społ*czek*eczna!-wrzeszczę.
-Coś ty ze sobą zrobiła?!
-Kon*czek*kur*czek*sik- uśmiech nie schodzi z mojej twarzy.
-Wracamy do domu- mówi i przerzuca mnie przez ramię.
-Rat*czek*unku! Trzęs*czek*ienie zie*czek*mi! Ca*czek*na!
-Cze*czek*kaj! Już *czek* idę!- próbuje wstać, ale znowu ląduje na podłodze.
-Hahaha*czek*hahaha*czek*!-nie mogę się powstrzymać.
-No dobra Kuro idziemy- mówi jak do jakiegoś dwulatka Raven.
-Ej*czek*! Nie je*czek*stem dziec*czek*kiem!
-Ta jasne. Myśl tak sobie.
-Pójdziemy z wami- mówi Erza i pokazuje na siebie, Natsu i Graya.
Świetnie! Jak na pogrzebie!
-Jak chcecie.
Idziemy jakiś czas.
-A tak właściwie to gdzie wy mieszkacie?- pyta mag lodu.
-Za *czek* sied*czek*mioma gór*czek*ami, za sied*czek*mioma rze*czek*kmi i in*czek*nymi gów*czek*nami- odpowiadam.
~Punkt widzenia Erzy~
-Mamusiu ja chcę do łóżeczka!!!- krzyczy Kuro. Czkawka jej już przyszła.
-Już nie daleko- mówi Raven.
-Ruda!- zwraca się do mnie dziewczyna- Opowiedz mi bajkę!
Jaka ruda?!
-Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka- zaczynam.
-Dość!- przerywa mi.
-Dlaczego?
-Znudziła mnie twa historia albowiem nie była o mnie (od aut. nie mogłam się powstrzymać^^)- odpowiada.
Przejeżdżam ręką po twarzy.
-Ona tak zawsze?-pytam.
-Tak. Ale uwierz mi. Jak jest na haju jest jeszcze gorzej- zapewnia szarooki.
Po chwili widzimy przed sobą sporych rozmiarów dom otoczony pięknym, wielobarwnym ogrodem.
-Wow- wyrywa mi się. Tak samo Grayowi. Czemu Natsu nie reaguje? Zapomniałam, że on już tu był.
-Zapraszam- mówi Raven.
Pierwsza idę ja. To co czuję jest niesamowite. Gdy otwieram drewniane drzwi, ciężką; żelazną klamką czuję magię uderzającą mnie w twarz. Długi i szeroki korytarz jest dobrze oświetlony. Wszystko wykonane w staromodnym stylu. Na parterze są tylko trzy pary drzwi: wejściowe, na taras i pewnie do łazienki. Kuchnia i jadalnia są połączone.Ogromne okna rozświetlają pomieszczenie. Te ciepłe brązy, odcienie złota.
-Kto to urządzał?- pytam.
-Kuro- mówi beznamiętnie współwłaściciel domu.
Że jak?! W moich wyobrażeniach jej dom wyglądał zupełnie inaczej!
~Wyobrażenia Erzy~
-Zamieniam się w słuch.
-Ty i ja. Która więcej wypije i nie padnie.
-Nie wiesz na co się piszesz Naichingeru.
-Właśnie wiem- banan na mojej twarzy jest przerażający.
-Dobra- mówi - Miruś dawaj!!!
Dziewczyna stawia przed nami dwie, ogromne beczki alkoholu.
-To jak? Na trzy?- uśmieszek nie schodzi z jej twarzy.
-Na trzy.
-Raz! Dwa! Trzy!- mówimy razem i zaczynamy pić.
~35 minut później~
Trzymamy się równo. Za nami leżą dwie sterty beczek.
-Dajemy mocniej?- pytam.
-Jasne.
~ 55 minut później~
-Ca*czek*na! Też *czek* widz*czek*isz te *czek* kwia*czek*tki?!- krzyczę.
-No *czek*, a j*czek*ak!
Siedzimy przy barze i opieramy się o siebie.
-Starczy już- mówi Erza i zabiera mi butelkę.
-Ej! *czek*- podnoszę się gwałtownie tak, że brązowowłosa ląduje na ziemi- Spadaj! *czek*- wyrywam jej moją własność i biorę duży łyk.
-To *czek* bolało!-krzyczy Cana z dołu.
-Sor*czek*ka Słon*czek*eczko!!- chcąc jej pomóc sama ląduje na podłodze. Zaczynamy się śmiać.
-Wróciłem!-krzyczy mój przyjaciel.
-Rav*czek*en! Ty mę*czek*do społ*czek*eczna!-wrzeszczę.
-Coś ty ze sobą zrobiła?!
-Kon*czek*kur*czek*sik- uśmiech nie schodzi z mojej twarzy.
-Wracamy do domu- mówi i przerzuca mnie przez ramię.
-Rat*czek*unku! Trzęs*czek*ienie zie*czek*mi! Ca*czek*na!
-Cze*czek*kaj! Już *czek* idę!- próbuje wstać, ale znowu ląduje na podłodze.
-Hahaha*czek*hahaha*czek*!-nie mogę się powstrzymać.
-No dobra Kuro idziemy- mówi jak do jakiegoś dwulatka Raven.
-Ej*czek*! Nie je*czek*stem dziec*czek*kiem!
-Ta jasne. Myśl tak sobie.
-Pójdziemy z wami- mówi Erza i pokazuje na siebie, Natsu i Graya.
Świetnie! Jak na pogrzebie!
-Jak chcecie.
Idziemy jakiś czas.
-A tak właściwie to gdzie wy mieszkacie?- pyta mag lodu.
-Za *czek* sied*czek*mioma gór*czek*ami, za sied*czek*mioma rze*czek*kmi i in*czek*nymi gów*czek*nami- odpowiadam.
~Punkt widzenia Erzy~
-Mamusiu ja chcę do łóżeczka!!!- krzyczy Kuro. Czkawka jej już przyszła.
-Już nie daleko- mówi Raven.
-Ruda!- zwraca się do mnie dziewczyna- Opowiedz mi bajkę!
Jaka ruda?!
-Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka- zaczynam.
-Dość!- przerywa mi.
-Dlaczego?
-Znudziła mnie twa historia albowiem nie była o mnie (od aut. nie mogłam się powstrzymać^^)- odpowiada.
Przejeżdżam ręką po twarzy.
-Ona tak zawsze?-pytam.
-Tak. Ale uwierz mi. Jak jest na haju jest jeszcze gorzej- zapewnia szarooki.
Po chwili widzimy przed sobą sporych rozmiarów dom otoczony pięknym, wielobarwnym ogrodem.
-Wow- wyrywa mi się. Tak samo Grayowi. Czemu Natsu nie reaguje? Zapomniałam, że on już tu był.
-Zapraszam- mówi Raven.
Pierwsza idę ja. To co czuję jest niesamowite. Gdy otwieram drewniane drzwi, ciężką; żelazną klamką czuję magię uderzającą mnie w twarz. Długi i szeroki korytarz jest dobrze oświetlony. Wszystko wykonane w staromodnym stylu. Na parterze są tylko trzy pary drzwi: wejściowe, na taras i pewnie do łazienki. Kuchnia i jadalnia są połączone.Ogromne okna rozświetlają pomieszczenie. Te ciepłe brązy, odcienie złota.
-Kto to urządzał?- pytam.
-Kuro- mówi beznamiętnie współwłaściciel domu.
Że jak?! W moich wyobrażeniach jej dom wyglądał zupełnie inaczej!
~Wyobrażenia Erzy~
~Realny~
Idziemy za Ravenem na piętro po zakręconych, drewnianych, cudownie rzeźbionych schodach. Są tylko trzy pary drzwi. Chłopak idzie do ostatnich. Pokój Kuro. O dziwo również utrzymywany jest, tak jak cały dom w jasnych barwach, staromodnym stylu i porządku.
-Kto w tym domu sprząta?- zadaje pytanie Gray.
-To akurat ja- mówi chłopak- Kuro tego nienawidzi.
-Ej! Może jak ona jest nie przytomna chodźmy coś zejść z lod- Natus nie dokańcza bo jest przygwożdżony do ściany rzez czarne macki. Wszyscy patrzymy na czarnowłosą. Przez sen czaruje! Ona to jest na serio chora!
-Dobrze to może napijmy się herbaty- proponuje pan domu i wtem różowowłosy jest wolny.
Schodzimy na dół i zaczynamy rozmawiać.
No i rozdział 8 skończony.
Kuro: Chciałyśmy poinformować, że zapraszamy na imprezę z okazji wskrzeszenia Kikusia!
Dobra, dobra. Rozdział dedykuję Kikusiowi, Neko-chan, Yoruichi Yo i Cristal Phoenix. A i jeszcze jedna sprawa...
Kuro: Streszczaj się bo za chwile wszyscy umrą z nudów.
Ja wraz z Kazumi Shinoki i Mademoiselle Krasnal postanowiłyśmy zrobić tak zwany "Trójkącik"
Kuro: (mina WTF) Czy ja o czymś nie wiem?!
Nie taki miłosny! Stwierdziłyśmy, że będziemy się nawzajem reklamować. A więc... (szturcha Kuro w ramię)
Kuro: Za co?!
Teraz ty!
-Kto w tym domu sprząta?- zadaje pytanie Gray.
-To akurat ja- mówi chłopak- Kuro tego nienawidzi.
-Ej! Może jak ona jest nie przytomna chodźmy coś zejść z lod- Natus nie dokańcza bo jest przygwożdżony do ściany rzez czarne macki. Wszyscy patrzymy na czarnowłosą. Przez sen czaruje! Ona to jest na serio chora!
-Dobrze to może napijmy się herbaty- proponuje pan domu i wtem różowowłosy jest wolny.
Schodzimy na dół i zaczynamy rozmawiać.
No i rozdział 8 skończony.
Kuro: Chciałyśmy poinformować, że zapraszamy na imprezę z okazji wskrzeszenia Kikusia!
Dobra, dobra. Rozdział dedykuję Kikusiowi, Neko-chan, Yoruichi Yo i Cristal Phoenix. A i jeszcze jedna sprawa...
Kuro: Streszczaj się bo za chwile wszyscy umrą z nudów.
Ja wraz z Kazumi Shinoki i Mademoiselle Krasnal postanowiłyśmy zrobić tak zwany "Trójkącik"
Kuro: (mina WTF) Czy ja o czymś nie wiem?!
Nie taki miłosny! Stwierdziłyśmy, że będziemy się nawzajem reklamować. A więc... (szturcha Kuro w ramię)
Kuro: Za co?!
Teraz ty!
Kuro: Aaaaa... Panie i Panowie!
Dziewczęta i Chłopcy!
Kuro: Gady, Ptaki i Ssaki!
Katecheci!
Kuro: I ZiemniaGi!
Zapraszam na blogi:
http://tatoo-of-the-fairy-tail.blogspot.com/
http://w-chatce-z-piernika.blogspot.com/
Vivianna i Kuro: Polecamy!
Dziewczęta i Chłopcy!
Kuro: Gady, Ptaki i Ssaki!
Katecheci!
Kuro: I ZiemniaGi!
Zapraszam na blogi:
http://tatoo-of-the-fairy-tail.blogspot.com/
http://w-chatce-z-piernika.blogspot.com/
Vivianna i Kuro: Polecamy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
